piątek, 12 czerwca 2015

rozdział drugi

Kończąc nadgodziny niemal wybiegłam z budynku kierując się do domu. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Angel.
- Oby te nadgodziny były płatne - mruknęłam jeszcze
- Halo? - usłyszałam przyjaciółkę
- No cześć, jak tam?
- Dobrze, aktualnie chodzę po mieście
- Angie - zatrzymałam się - Miałaś odebrać Isaaca z przedszkola!
- O cholera! Lacey przepraszam, zapomniałam!
- Nic nie szkodzi - westchnęłam - Kontynuuj zakupy
Rozłączyłam się i przyspieszyłam tempo pojawiając się pod przedszkolem mojego syna punktualnie o siedemnastej trzydzieści. Na schodach zauważyłam Isaaca, jakiegoś chłopczyka i chłopaka, który wyglądał na młodszego ode mnie, ale z pewnością była to niewielka różnica wiekowa.
- Isaac! - krzyknęłam z uśmiechem zwracając jego uwagę
- Mama! - odkrzyknął z zamiarem zejścia po schodach
Podbiegłam do niego i wzięłam na ręce przytulając mocno.
- Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać. Angel miała Cię odebrać, ale.. coś jej wypadło, a ja dostałam nadgodziny w pracy
Zaczęłam się tłumaczyć ignorując fakt, że chłopak cały czas się na mnie gapił.
- Mamo, zobacz - powiedział Isaac - To jest Jaxon!
Postawiłam syna na ziemi i kucnęłam przy jego koledze z uśmiechem.
- Miło mi Cię poznać, Jaxon. Ja mam na imię Lacey
Wyciągnęłam do niego dłoń, ale on to zignorował i zawiesił mi ręce na szyi przytulając się do mnie. Odwzajemniłam uścisk i podniosłam się spoglądając na nieznajomego.
- Dzięki, że zająłeś się Isaaciem - uśmiechnęłam się lekko
- Nie ma za co - odwzajemnił uśmiech - Drew
- Lacey - uścisnęliśmy sobie dłonie
- Miło mi Cię poznać, Lacey. Masz bardzo fajnego.. syna, chociaż powiedziałbym, że to Twój brat
- Długa historia, nie chcę o tym mówić - speszyłam się lekko
- Nie szkodzi, może.. dasz się zaprosić na pizzę?
- Pizzę? - zaśmiałam się - Nie jest to trochę za dziecinne na nasz wiek?
- Oczywiście możemy iść teraz, z chłopakami. Będą nam wdzięczni - zawtórował mi śmiechem
- Czemu nie, chodź Isaac
Złapałam synka za rączkę i ruszyłam w stronę pizzerii razem z Drew i Jaxonem. Po drodze dużo rozmawialiśmy, a chłopcy cały czas się wygłupiali. W lokalu też nie obyło się bez rozmów i śmiechu. Sporo dowiedziałam się o bracie Jaxona. Był uroczy, opiekuńczy, potrafił mi prawić komplementy, po których zawsze spuszczałam wzrok onieśmielona, ale z lekkim uśmiechem. Brakowało mi tego. Zwykłej rozmowy z chłopakiem, który nie narzuca mi się, ani nie gapi bez słowa. Wszystko się kleiło i okazało się, że mamy dużo wspólnych zainteresowań. Nie mogliśmy skończyć jednego tematu, bo od razu któreś z nas zaczynało następny i jeszcze kolejny. Kiedy około dziewiętnastej spojrzałam w telefon, od razu westchnęłam. Nie chciałam wracać do nudnego domu, gdzie jedyne co robiłam to bawiłam się z Isaaciem, gadałam z Angie i oglądałam seriale.
 - Wybacz, Drew, ale muszę już uciekać. Zaraz Isaac ma swój czas do łóżka, a nie mam siły nieść go do domu.
 - Ciężki dzień w pracy?
 - Nawet nie pytaj - pokręciłam głową i spojrzałam na dzieci.
 - Może mógłbym Cię odprowadzić - wzruszył ramionami, jakbyśmy wcale nie znali się półtorej godziny. Spojrzałam na niego.
 - Jasne, czemu nie? - powiedziałam bez chwili zastanowienia.
Chłopak posłał mi swój nastoletni uśmiech i wstając przerzucił sobie brata przez ramię, na co ten natychmiast zareagował nieopanowanym śmiechem. Zachichotałam cicho i wzięłam synka na ręce. Odgarnęłam mu włosy z czoła, a on oparł głowę na moim ramieniu uśmiechając się lekko.
 - Chcę codziennie chodzić na pizzę - mruknął zmęczony.
 - Oh, naprawdę? - zaśmiałam się - Ale tylko dlatego, że to pizza, czy może dlatego, że to pizza z Drew i Jaxonem?
 - I z Tobą - też się zaśmiał.
Podeszłam do drzwi, które Drew przytrzymywał dla mnie od kilku chwil. Uśmiechnęłam się do niego lekko i wyszłam na zewnątrz, czując chłodne, wieczorne powietrze.
 - Chcesz moją bluzę? - spojrzałam na Drew odgarniając z twarzy kosmyki włosów, które rozwiewał lekki wiatr
 - Nie, nie jest aż tak źle, ale dziękuję, to bardzo miłe
 - Dla tak wspaniałej kobiety wszystko - uroczy uśmiech.
Odwzajemniłam jego uśmiech i spuściłam wzrok na buty Isaaca, niby upewniając się, że są zapięte. Poprowadziłam Drew w stronę naszego mieszkania. Po drodze maluchy zasnęły, więc mogliśmy porozmawiać na tematy, o które nie dostalibyśmy miliard pytań.
 - Ojciec Isaaca utrzymuje z Tobą kontakty? - spytał, nagle zmieniając temat z ulubionych barów tajskich w okolicy
Milczałam chwilę. Ojciec Isaaca wyjechał praktycznie bez słowa, po tym jak dowiedział się, że zrobił mi dziecko. Nie było to ani trochę przyjemne doświadczenie, ale nie cofnęłabym czasu. Cmoknęłam śpiącego Isaaca w czółko. Jest dla mnie wszystkim.
 - Nie, ale tak jest lepiej. I dla mnie, i dla Isaaca, i dla niego samego.
 - Nie uważasz, że będzie chciał poznać tatę?
 - Już mnie o niego wypytuje. Ale co ja mam mu powiedzieć? - spojrzałam na Drew. - Wybacz, synku, ale Twój tata uciekł, gdy się o Tobie dowiedział i od tamtej pory nie dał znaku życia?
 - Faktycznie, masz przerąbane - westchnął. - Kiedyś byłem blisko z moim starszym bratem. Jeździliśmy razem na desce, pomagał mi w podrywaniu dziewczyn, układał mi nawet włosy - przerwał na moment, aby zaśmiać się po przywołaniu wspomnienia. - Musiał wyjechać kilka lat temu - wzruszył ramionami patrząc na drogę przed siebie. - Nie odzywał się aż do zeszłego miesiąca. Zadzwonił do mnie i powiedział mi tylko, że przyjedzie, ale sam jeszcze nie ma pojęcia kiedy
 - Nie cieszy Cię to?  - spojrzałam na niego przelotnie. - Mówiłeś, że byliście blisko
 - No właśnie, byliśmy - zwrócił uwagę na czas przeszły. - Zmienił się, na pewno nie jest już tym samym człowiekiem
Zatrzymałam się pod drzwiami z numerem "144" i spojrzałam na swojego kompana.
 - Daj mu drugą szansę, każdy na nią zasługuje
 - Ojciec Twojego syna też?
Patrzyłam na niego długą chwilę, myśląc nad odpowiedzią.
 - Też - uśmiechnęłam się przelotnie - Dobranoc, Drew
 - Dobranoc, Lacey. Dzięki za fajny wieczór
 - Tak, było miło - odwzajemniłam jego lekki uśmiech.
Patrzyliśmy na siebie chwilę w milczeniu, po czym każde z nas poszło w swoją stronę.

piątek, 20 grudnia 2013

rozdział pierwszy

Kręciłam się po kuchni w rytmie muzyki i szykowałam kanapki dla Isaaca.
- Mamusiu - usłyszałam z góry i od razu spojrzałam w tamtym kierunku - Gdzie jesteś?
- Tutaj, skarbie
Weszłam po schodach i zobaczyłam stojącego na korytarzu czterolatka przecierającego zmęczone oczy. Podeszłam do niego i wzięłam na ręce, a on przytulił się do mnie.
- Mogę nie iść dzisiaj do przedszkola? - wyszeptał kiedy posadziłam go na blacie kuchennym
- Żartujesz? - uśmiechnęłam się - Macie dzisiaj robić ozdoby choinkowe! Pomyśl, ile zabawy przy tym będzie. Łańcuchy, serpentyny, gwiazdki, aniołki 
- Ale dzisiaj ma nie być Jaxona..
- Jaxona? A kim jest Jaxon? - schowałam kanapki do małego plecaka
- Jaxon to mój kolega. Najlepszy kolega. Bez niego nie będę miał się z kim bawić - zasmucił się
- Na pewno przyjdzie. Kto by ominął taką zabawę? Chodź, mały książę, idziemy się ubrać
Wzięłam Isaaca na barana i weszliśmy z powrotem do góry. Pomogłam mu się przebrać z czerwonego pajacyka w kremowe spodenki, niebieską koszulę w kratkę i nike. Sama wzięłam do ręki jego granatową bluzę i ubrałam botki. 
- Mamo - zaczął Isaac - A co jeśli Jax nie przyjdzie?
- Jeśli nie przyjdzie i moje moce przewidywania przyszłości się nie sprawdzą, zabieram Cię na gorącą czekoladę do naszej ulubionej kawiarni - uśmiechnęłam się 
- No dobrze - odwzajemnił uśmiech
Wzięłam do ręki jego szary plecak i odprowadziłam do przedszkola.

***

Nienawidzę swojej pracy. Nienawidzę swojego głupiego uniformu. Nienawidzę swoich wścibskich "koleżanek". Nienawidzę swojego szefa. Nienawidzę swojej pracy.
- Znowu się spóźniłaś? Szef nie będzie zadowolony - Cassandra pokręciła głową z cwaniackim uśmieszkiem. Tak bardzo chciałam go zedrzeć z jej twarzy mocnym prawym sierpowym.
- Szkoda, że jestem pięć minut przed czasem - wskazałam na zegarek na mojej ręce i poszłam do szatni. Tam przebrałam się w uniform wymagany dla mojego stanowiska w tym cholernym biurze. Tak bardzo nienawidziłam tej pracy, że chciałam z niej odejść w każdej sekundzie, jak tylko moja noga przekraczała próg budynku. Niestety tylko jako sekretarka pana Hale'a byłam w stanie zarabiać odpowiednią sumę pieniędzy na utrzymanie mnie i Isaaca, również płacąc z Angel rachunki na pół.
Po przebraniu się w tą okropną białą bluzkę i ołówkową spódnicę, zajęłam swoje stanowisko pracy. Nie stukałam w klawiaturę nawet minuty, a mój ohydny szef już do mnie wydzwaniał.
- Tak, panie Hale? - spytałam z udawaną grzecznością
- Proszę przyjść do mojego biura, panno Queens. Najlepiej natychmiast - odpowiedział
Super, znowu na dywanik. Idąc wzdłuż korytarza do biura tego idioty, kątem oka mogłam zauważyć, jak Cassandra szpeci swoją twarz uśmiechem. Jeśli tylko moja sytuacja finansowa się nieco poprawi, przyrzekam, złożę wymówienie niemal od razu.
Podchodząc do biura tego buraka, popchnęłam duże, szklane drzwi i zamknęłam je, gdy byłam już w środku.
- Chciał się pan ze mną widzieć, panie Hale - powiedziałam stając z boku, jak najdalej od niego
Hale odwrócił się powoli na swoim obrotowym krześle, jakby był w jakimś filmie. Jeszcze tylko niech powie "czekałem na Ciebie" albo coś w tym stylu.
- Owszem, panno Queens - wstał z fotela i podszedł do mnie z jedną ręka w kieszeni - Doszły mnie słuchy, że znów spóźniła się pani do pracy
- Więc ma pan kiepskich pracowników - odrzekłam bez zastanowienia
- Rozwinie pani tę myśl?
- Nie spóźniłam się jeszcze ani razu odkąd tu pracuję. Codziennie jestem na swoim stanowisku pracy punktualnie o ósmej. Niestety te plotki mogą jedynie tłumaczyć, że nie jestem tu zbyt lubiana przez pańskich pracowników i chcą oni, żebym jak najszybciej złożyła wymówienie, panie Hale
Cóż, nie tylko oni chcą mojej rezygnacji.
- Wiem
- Rozumiem, ale kłamstwo w tym.. Słucham?
- Wiem
- Ale co pan wie?
- Wiem, że jest pani codziennie punktualnie i wiem też, że niektóre pracownice pani nie lubią. To dlatego, że jest pani jedną z najlepszych asystentek, dlatego pani dostaje podwyżkę, a one nie
- Podwyżkę? - zrobiłam wielkie oczy - Za co?
- Za pani pracę, panno Queens. To chyba oczywiste
Tak, pomińmy może fakt, że nasz szef dałby każdej kobiecie awans i podwyżkę, jeżeli jest ona w wieku od 21 do 27 lat, odkryje dekolt lub jest po prostu ładna.
- Dziękuję, panie Hale
Uśmiechnął się, po czym nachylił nade mną, poprawił kołnierzyk mojej koszuli i przytknął nos do mojej szyi.
- Ładny perfum, panno Queens - spojrzał mi w oczy
- Dziękuję - uśmiechnęłam się - Mój chłopak też mi to dziś rano powiedział
Ten jego idiotyczny uśmieszek na chwilę znikł, ale zaraz później znowu pojawił się na jego twarzy.
- Cóż, mam nadzieję, że może dziś pani zostać dłużej w pracy - usiadł z powrotem za biurkiem
- Ale.. nie wiem czy.. mam dzisiaj strasznie dużo spraw do załatwienia
- Tylko dwie godzinki. Przecież to nic takiego, panno Queens
Wręcz przeciwnie, panie Hale. To piekło siedzieć tak przez kolejne godziny w pracy z panem i pańskimi pracownikami w jednym budynku.
- Oczywiście, panie Hale
Sztuczny uśmiech, sztuczna delikatność, sztucznie szczęśliwy powrót do stanowiska. To, że byłam wkurzona to mało powiedziane. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Angel.
- Halo? - usłyszałam jej głos kiedy odebrała
- Angie, mam prośbę
- Słucham, Lace
- Odbierzesz dzisiaj Isaaca z przedszkola? Szef uziemił mnie na dodatkowe dwie godziny - westchnęłam
- Współczuję Lace. I jasne, że odbiorę brzdąca. Mogę z nim iść na jakiś obiad, jeśli nie będziesz miała nic przeciwko.
- Nie, skąd. Tylko błagam Cię, bądź tam na czas.
- Wszystko wiem - dobiegł mnie chichot przyjaciółki
- Dziękuję, Angie
- Nie ma za co, a teraz idź pracuj, żeby nie uziemił Cię na dwa dni
Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że dwie godziny to rzeczywiście nie tak dużo. Odłożyłam telefon z powrotem do torebki i zaczęłam wykonywać swoją irytującą pracę.

sobota, 14 grudnia 2013

prolog

Lacey Queens została zgwałcona w wieku siedemnastu lat. Teraz, mając dwadzieścia jeden lat, samotnie wychowuje swojego czteroletniego synka. Razem ze swoją najlepszą przyjaciółką, Angel Smith, wynajmują piętrowe mieszkanie w LA. Isaac Queens nie jest uświadomiony o tym co się stało, ale mimo swojego młodego wieku, widząc kolegów i koleżanki w przedszkolu, zaczyna wypytywać swoją mamę o jego ojca. Lacey mówi, że nie wie, kto ją zgwałcił próbując utrzymać to w tajemnicy, ale nie będzie potrafiła dłużej ukrywać tego sekretu przed rodziną i znajomymi, gdy chłopak, którego kochała nagle pojawi się w mieście starając się odzyskać kontakt z Lacey i ich synem.

hello

Witam :)
Wpadłam niedawno na pomysł pisania nowego bloga. Nie wiem, czy wypali, bo nie mam jeszcze pomysłów na wszystkie rozdziały, ale hm czemu nie? Yolo.
Blog będzie, jak pewnie się domyślacie, o Justinie :)
Mam nadzieję, że się spodoba.
Btw *szepcze* możecie zajrzeć też na moje inne blogi ^^