Kończąc nadgodziny niemal wybiegłam z budynku kierując się do domu. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Angel.
- Oby te nadgodziny były płatne - mruknęłam jeszcze
- Halo? - usłyszałam przyjaciółkę
- No cześć, jak tam?
- Dobrze, aktualnie chodzę po mieście
- Angie - zatrzymałam się - Miałaś odebrać Isaaca z przedszkola!
- O cholera! Lacey przepraszam, zapomniałam!
- Nic nie szkodzi - westchnęłam - Kontynuuj zakupy
Rozłączyłam się i przyspieszyłam tempo pojawiając się pod przedszkolem mojego syna punktualnie o siedemnastej trzydzieści. Na schodach zauważyłam Isaaca, jakiegoś chłopczyka i chłopaka, który wyglądał na młodszego ode mnie, ale z pewnością była to niewielka różnica wiekowa.
- Isaac! - krzyknęłam z uśmiechem zwracając jego uwagę
- Mama! - odkrzyknął z zamiarem zejścia po schodach
Podbiegłam do niego i wzięłam na ręce przytulając mocno.
- Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać. Angel miała Cię odebrać, ale.. coś jej wypadło, a ja dostałam nadgodziny w pracy
Zaczęłam się tłumaczyć ignorując fakt, że chłopak cały czas się na mnie gapił.
- Mamo, zobacz - powiedział Isaac - To jest Jaxon!
Postawiłam syna na ziemi i kucnęłam przy jego koledze z uśmiechem.
- Miło mi Cię poznać, Jaxon. Ja mam na imię Lacey
Wyciągnęłam do niego dłoń, ale on to zignorował i zawiesił mi ręce na szyi przytulając się do mnie. Odwzajemniłam uścisk i podniosłam się spoglądając na nieznajomego.
- Dzięki, że zająłeś się Isaaciem - uśmiechnęłam się lekko
- Nie ma za co - odwzajemnił uśmiech - Drew
- Lacey - uścisnęliśmy sobie dłonie
- Miło mi Cię poznać, Lacey. Masz bardzo fajnego.. syna, chociaż powiedziałbym, że to Twój brat
- Długa historia, nie chcę o tym mówić - speszyłam się lekko
- Nie szkodzi, może.. dasz się zaprosić na pizzę?
- Pizzę? - zaśmiałam się - Nie jest to trochę za dziecinne na nasz wiek?
- Oczywiście możemy iść teraz, z chłopakami. Będą nam wdzięczni - zawtórował mi śmiechem
- Czemu nie, chodź Isaac
Złapałam synka za rączkę i ruszyłam w stronę pizzerii razem z Drew i Jaxonem. Po drodze dużo rozmawialiśmy, a chłopcy cały czas się wygłupiali. W lokalu też nie obyło się bez rozmów i śmiechu. Sporo dowiedziałam się o bracie Jaxona. Był uroczy, opiekuńczy, potrafił mi prawić komplementy, po których zawsze spuszczałam wzrok onieśmielona, ale z lekkim uśmiechem. Brakowało mi tego. Zwykłej rozmowy z chłopakiem, który nie narzuca mi się, ani nie gapi bez słowa. Wszystko się kleiło i okazało się, że mamy dużo wspólnych zainteresowań. Nie mogliśmy skończyć jednego tematu, bo od razu któreś z nas zaczynało następny i jeszcze kolejny. Kiedy około dziewiętnastej spojrzałam w telefon, od razu westchnęłam. Nie chciałam wracać do nudnego domu, gdzie jedyne co robiłam to bawiłam się z Isaaciem, gadałam z Angie i oglądałam seriale.
- Wybacz, Drew, ale muszę już uciekać. Zaraz Isaac ma swój czas do łóżka, a nie mam siły nieść go do domu.
- Ciężki dzień w pracy?
- Nawet nie pytaj - pokręciłam głową i spojrzałam na dzieci.
- Może mógłbym Cię odprowadzić - wzruszył ramionami, jakbyśmy wcale nie znali się półtorej godziny. Spojrzałam na niego.
- Jasne, czemu nie? - powiedziałam bez chwili zastanowienia.
Chłopak posłał mi swój nastoletni uśmiech i wstając przerzucił sobie brata przez ramię, na co ten natychmiast zareagował nieopanowanym śmiechem. Zachichotałam cicho i wzięłam synka na ręce. Odgarnęłam mu włosy z czoła, a on oparł głowę na moim ramieniu uśmiechając się lekko.
- Chcę codziennie chodzić na pizzę - mruknął zmęczony.
- Oh, naprawdę? - zaśmiałam się - Ale tylko dlatego, że to pizza, czy może dlatego, że to pizza z Drew i Jaxonem?
- I z Tobą - też się zaśmiał.
Podeszłam do drzwi, które Drew przytrzymywał dla mnie od kilku chwil. Uśmiechnęłam się do niego lekko i wyszłam na zewnątrz, czując chłodne, wieczorne powietrze.
- Chcesz moją bluzę? - spojrzałam na Drew odgarniając z twarzy kosmyki włosów, które rozwiewał lekki wiatr
- Nie, nie jest aż tak źle, ale dziękuję, to bardzo miłe
- Dla tak wspaniałej kobiety wszystko - uroczy uśmiech.
Odwzajemniłam jego uśmiech i spuściłam wzrok na buty Isaaca, niby upewniając się, że są zapięte. Poprowadziłam Drew w stronę naszego mieszkania. Po drodze maluchy zasnęły, więc mogliśmy porozmawiać na tematy, o które nie dostalibyśmy miliard pytań.
- Ojciec Isaaca utrzymuje z Tobą kontakty? - spytał, nagle zmieniając temat z ulubionych barów tajskich w okolicy
Milczałam chwilę. Ojciec Isaaca wyjechał praktycznie bez słowa, po tym jak dowiedział się, że zrobił mi dziecko. Nie było to ani trochę przyjemne doświadczenie, ale nie cofnęłabym czasu. Cmoknęłam śpiącego Isaaca w czółko. Jest dla mnie wszystkim.
- Nie, ale tak jest lepiej. I dla mnie, i dla Isaaca, i dla niego samego.
- Nie uważasz, że będzie chciał poznać tatę?
- Już mnie o niego wypytuje. Ale co ja mam mu powiedzieć? - spojrzałam na Drew. - Wybacz, synku, ale Twój tata uciekł, gdy się o Tobie dowiedział i od tamtej pory nie dał znaku życia?
- Faktycznie, masz przerąbane - westchnął. - Kiedyś byłem blisko z moim starszym bratem. Jeździliśmy razem na desce, pomagał mi w podrywaniu dziewczyn, układał mi nawet włosy - przerwał na moment, aby zaśmiać się po przywołaniu wspomnienia. - Musiał wyjechać kilka lat temu - wzruszył ramionami patrząc na drogę przed siebie. - Nie odzywał się aż do zeszłego miesiąca. Zadzwonił do mnie i powiedział mi tylko, że przyjedzie, ale sam jeszcze nie ma pojęcia kiedy
- Nie cieszy Cię to? - spojrzałam na niego przelotnie. - Mówiłeś, że byliście blisko
- No właśnie, byliśmy - zwrócił uwagę na czas przeszły. - Zmienił się, na pewno nie jest już tym samym człowiekiem
Zatrzymałam się pod drzwiami z numerem "144" i spojrzałam na swojego kompana.
- Daj mu drugą szansę, każdy na nią zasługuje
- Ojciec Twojego syna też?
Patrzyłam na niego długą chwilę, myśląc nad odpowiedzią.
- Też - uśmiechnęłam się przelotnie - Dobranoc, Drew
- Dobranoc, Lacey. Dzięki za fajny wieczór
- Tak, było miło - odwzajemniłam jego lekki uśmiech.
Patrzyliśmy na siebie chwilę w milczeniu, po czym każde z nas poszło w swoją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz